Do tego należy dodać również wyższy poziom stresu w życiu kobiety, która decyduje się na celibat. Powszechnie wiadomo, że seks i orgazm działają odprężająco, a jego brak przynosi odwrotne skutki. Dodatkowo pojawiają się większe problemy z zapamiętywaniem, bowiem seks sprawia, że zwiększa się wydajność hipokampu - ośrodka w mózgu człowieka, który odpowiada m.in. za zapamiętywanie.
Jeśli kobieta nia uprawia seksu, jest ona znacznie bardziej narażona na choroby. W trakcie stosunku wytwarza się bowiem hormon DHEA, który wpływa korzystnie na układ odpornościowy. Należy wspomnieć również o większym ryzyku złapania infekcji dróg moczowych. Długotrwała wstrzemięźliwość może być przyczyną stanów zapalnych, zakażeń grzybicznych i infekcji bakteryjnych.
Mogą pojawić się również problemy z libido oraz problemy z osiągnięciem orgazmu. Jeśli nie ćwiczymy mięśni pochwy, to wychodzą one z wprawy i trudniej nam osiągnąć te same rezultaty co wcześniej. Natomiast kobiety, które nie uprawiają seksu, mają na niego coraz mniejszą ochotę.
Warto wspomnieć również o zawałach serca. Bowiem dwa stosunki tygodniowo sprawiają, że ryzyko pojawienia się zawału spada o 45%. Warto mieć to na uwadze i nie zaniedbywać regularnych „ćwiczeń”.
Dodatkowo seks sprawia, że spalamy kalorie. Zaledwie trzy stosunki tygodniowo sprawiają, że spalamy w tym czasie średnio 1 200 kalorii - i to w przyjemny sposób.

Zobacz również
Ed Sheeran chce, aby najlepsze miejsca na jego koncertach nie były przywilejem najbogatszych. Muzyk zdradził, że jego ekipa zostawiała bilety do pierwszego rzędu aż do dnia wydarzenia. Później trafiały one do fanów czekających przed obiektem lub osób siedzących w najdalszych sektorach.
Sheeran tłumaczył, że woli mieć tuż pod sceną ludzi, którzy naprawdę przeżywają koncert, niż osoby zajmujące najlepsze miejsca wyłącznie dlatego, że mogły zapłacić najwięcej.

Po latach niemal nieprzerwanego pogłębiania się niżu demograficznego najnowsze dane wskazują na wyhamowanie tego trendu. Liczba urodzeń liczona za ostatnie 12 miesięcy ustabilizowała się na poziomie około 237 tys.
Nie oznacza to jeszcze, że w Polsce zaczęło rodzić się więcej dzieci. Mówimy na razie o zatrzymaniu spadku – pierwszy raz od 2017 roku liczba urodzeń nie ustanawia kolejnych wyraźnie niższych poziomów.
To niewielka zmiana, ale po ośmiu latach systematycznych spadków jest pierwszym sygnałem, że dotychczasowy trend wyhamował.
