W ostatnich dniach zdjęcie ukraińskiej influencerki Marianny Podgurskay obiegło cały świat. Blogerka, która była w ciąży, została sfotografowana, jak zakrwawiona ucieka ze szpitala położniczego w Mariupolu. Został on zbombardowany przez Rosjan.
The Sun informuje, że kobieta kilka dni po ucieczce ze szpitala urodziła córeczkę.
Na słynnym zdjęciu Marianna Podgurskaya, ubrana w piżamę, otulona kołdrą i z reklamówką w ręce, zbiega po zagruzowanych schodach szpitala. Kobieta miała na twarzy zadrapania. Dyplomaci z rosyjskiej ambasady w Wielkiej Brytanii zamieścili zdjęcie kobiety na Twitterze i zarzucali, że zostało ono spreparowane, a Podgurskaya odegrała jedynie rolę. Przez to influencerka stała się obiektem hejtu ze strony rosyjskich trolli.
Kobiecie w walce z kampanią oszczerstw pomagała Olga Tokariuk, badaczka z The Centre for European Policy Analysis. Kobieta również potwierdziła, że Marianna Podgurskaya urodziła:
"Otrzymałam wiadomość od krewnego Marianny. Byli w stanie skontaktować się z nią przez telefon. Wczoraj nocy o 22:00 Marianna urodziła córeczkę. Wszystko jest w porządku, ale obecnie w Mariupolu jest bardzo zimno, a bombardowanie nie ustaje" - dodała.

Zobacz również
Historia wydarzyła się w Ardeşen, w tureckiej prowincji Rize. Około rok temu Ferhat Hayat znalazł przed swoim sklepem małego, osłabionego kota, który był bez matki. Zaopiekował się nim, zabrał do weterynarza i zapewnił mu leczenie oraz szczepienia.
Kot wyzdrowiał, ale Ferhata nie opuścił. Zaczął regularnie przychodzić do jego sklepu, a z czasem między nimi narodził się wyjątkowy rytuał. Gdy mężczyzna wyciąga ręce, kot wskakuje mu w ramiona, obejmuje łapkami jego szyję i mocno się wtula. Te sceny wielokrotnie rejestrował monitoring sklepu.
Dziś kot potrafi spędzać tam nawet 12–13 godzin dziennie. Ma swoje miejsce do spania i miskę z jedzeniem, ale nadal swobodnie wychodzi na zewnątrz i wraca, kiedy chce. Ferhat i jego rodzina traktują go już właściwie jak swojego pupila.



Studenci AGH opracowali HydroWood – prosty filtr do uzdatniania wody, wykorzystujący naturalne właściwości drewna i minerałów.
Drewno działa jak naturalne sito, zatrzymując mikroorganizmy, a zastosowany diatomit pomaga usuwać z wody również zanieczyszczenia nieorganiczne. W testach laboratoryjnych najlepsze rezultaty dało drewno modrzewiowe - filtr zatrzymał aż 99,6 proc. bakterii z grupy coli.
Co ważne, urządzenie działa dzięki grawitacji, więc nie potrzebuje prądu ani pomp. Twórcy chcą, aby rozwiązanie było tanie, proste i możliwe do wykorzystania również w miejscach, gdzie dostęp do bezpiecznej wody pitnej jest ograniczony. W planach są m.in. testy technologii w Ghanie.
Za projektem stoi dziewięcioro studentów AGH: Julia Czerska, Agnieszka Dudek, Zofia Fabrowska, Maciej Gołębiewski, Natalia Malcherek, Weronika Nowicka, Dagmara Wardawy, Maria Warych i Dominika Tworzydło. Zespół działa w ramach Studenckiego Koła Naukowego Geologów „Tryton” pod opieką mgr. inż. Eugeniusza Świstunia.
Studenci planują testy technologii w Ghanie, a projekt został już zgłoszony do Urzędu Patentowego RP.
