Rodzice Martina sądzili, że to zwykłe przeziębienie, chłopiec zaczął jednak tracić apetyt, był bardzo zmęczony, a poruszanie się zaczęło sprawiać mu problemy. Stan zdrowia coraz bardziej się pogarszał. Doszło do tego, że Martin nie wiedział co jest rzeczywistością, przestał również rozpoznawać twarze.
Martina leczono na gruźlicę i zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, ale nikt postawił żadnej diagnozy. Przetestowano setki różnych lekarstw - bez efektów. Chłopiec zagubił się w dalekiej krainie, do której tylko on miał dostęp.
Tymczasem 12-latek coraz częściej sypiał, miał mniej sił, aż pewnego dnia zapadł w śpiączkę. Lekarze określili, że Martin jest w stanie wegetatywnym i poinformowali rodziców, że pozostaje im tylko pielęgnować go i czekać, aż choroba neurologiczna zrobi swoje i Martin umrze.
Jednak pewnego dnia wydarzył się cud, zupełnie bez żadnej przyczyny, w wieku 16 lat Martin zaczął odzyskiwać świadomość. Powoli zaczynał orientować się w swoim położeniu. Powoli wracała mu pamięć, ale wciąż nie mógł nawiązać kontaktu z otoczeniem. Niestety, ani jego rodzice, ani opiekunowie nie zauważali, że w chłopcu znów tli się świadomość.
Sytuację potęguje fakt, że chłopiec przebywał w domu opieki, w którym pielęgniarze i pielęgniarki ciągnęli chłopca za włosy, krzyczeli na niego, bili, uderzali metalową łyżką o jego zęby tak, by zadać mu ból. Ale to nie było najgorsze. Najbardziej przerażające były noce, podczas których nie mogący się poruszać 12-latek był molestowany seksualnie.
Strasznych momentów było więcej, Martin wspomina, że pewnego razu, jego matka przekonana, że on nie jest w stanie jej usłyszeć, weszła do niego do pokoju i:
Spojrzała na mnie, a jej oczy zaszły łzami. Chciałem ją pocieszyć, wstać z wózka i zostawić za sobą tę cielesną skorupę, która przysporzyła nam wszystkim tyle cierpienia. "Musisz umrzeć - powiedziała powoli. - Powinieneś umrzeć".
Poczułem, że cały świat się ode mnie oddalił. Wstała i wyszła z pokoju w milczeniu. Tego dnia chciałem spełnić jej wolę i umrzeć. Nie mogłem się doczekać, kiedy życie mnie opuści. Wraz z upływem lat stopniowo zacząłem rozumieć desperację mojej matki i wybaczyłem jej. Krok po kroku zrozumiałem, dlaczego tak trudno matce żyć z tak okrutną parodią kogoś, kto kiedyś był jej zdrowym dzieckiem, które tak bardzo kochała.
Dopiero kiedy Martin miał 25 lat, Virna van der Walt, terapeutka w ośrodku dziennego pobytu zauważyła słabe oznaki reakcji - lekki uśmiech, kiwnięcie głową w odpowiedzi na polecenia. Martin, na wyraźną prośbę Virny, został skierowany do specjalnego ośrodka alternatywnej komunikacji Uniwersytetu w Pretorii, gdzie przeszedł różne testy i okazało się, że jest świadomy i zdolny do reakcji.
Martin opanował komputer do tego stopnia, że skończył uniwersytet, gdzie studiował programowanie, a następnie dostał pracę jako informatyk.
W wieku 33 lat w czasie rozmowy na Skype Martin poznał Joannę. Choć mężczyzna do dziś posługuje się syntezatorem mowy, nie stanowiło to dla nich żadnego problemu. Para zaczęła spędzać godziny na rozmowach. Błyskawicznie się zakochali i wkrótce zostali małżeństwem.

Zobacz również


81-letnia Sue Jacquot z Arizony nie planowała kariery na YouTube. Wszystko zmieniło się, gdy u jej 17-letniego wnuka zdiagnozowano nowotwór. Kobieta postanowiła nauczyć się gry Minecraft i założyła kanał, by wesprzeć finansowo jego leczenie. Dzięki publikowanym nagraniom udało się zebrać środki potrzebne na terapię.
Do świata Minecrafta wprowadziły ją wnuki. Kanał o nazwie „GrammaCrackers” powstał po tym, jak okazało się, że wnuk Sue, Jack, ciężko zachorował. W 2024 roku lekarze wykryli u niego agresywną postać raka, a od tamtej pory przeszedł ponad 200 chemioterapii. Celem kanału było pokrycie kosztów leczenia.
Pierwszy film Sue, zatytułowany „Najlepszy start w historii”, szybko stał się viralem i zgromadził ponad 700 tys. wyświetleń. Podobnie jak kolejne nagrania, zawierał link do zbiórki na GoFundMe, która przyniosła ponad 42 tys. dolarów wsparcia. Dziś kanał GrammaCrackers ma blisko 200 tys. subskrybentów, a cały dochód z jego prowadzenia trafia na leczenie Jacka.
Najważniejsze jest jednak to, że chłopak ostatecznie wygrał walkę z chorobą.

Firma Wiesława Wilka, założona w 1991 roku, do dziś produkuje swoje urządzenia w Polsce, co wyraźnie wyróżnia ją na tle europejskiej konkurencji. Najnowszy dysk SSD o pojemności 122 TB, zaprojektowany od podstaw z myślą o chłodzeniu immersyjnym, stanowi istotny krok w rozwoju centrów danych i nowoczesnej infrastruktury IT. Warto też przypomnieć drogę, jaką przeszła marka Goodram - od niewielkiego dystrybutora z jednym pracownikiem na początku lat 90., po firmę, która od 2003 roku konsekwentnie rozwija własną produkcję i dziś pozostaje jedynym producentem konsumenckich modułów DRAM z własną fabryką w Europie.
