Z ustawy o Trybunale Konstytucyjnym wynika, że z udziału w rozpoznawaniu sprawy wyłączony musi być sędzia, który jest uczestnikiem postępowania albo wnioskodawcą. Sędzia Krystyna Pawłowicz, która orzekała w ubiegłym tygodniu w sprawie aborcji, w 2017 roku była podpisana pod takim samym wnioskiem dotyczącym aborcji ze względu na ciężkie wady płodu.
W związku z tym, zdaniem opozycji, Pawłowicz nie powinna orzekać ws. aborcji. "Krystyna Pawłowicz podpisała się pod identycznym wnioskiem do TK w poprzedniej kadencji i powinna być wyłączona z orzekania" – oceniła posłanka i wiceprezes PSL Urszula Pasławska.
Jej zdaniem, "w każdym innym procesie w sądzie powszechnym w takiej sytuacji wyrok byłby podważony".
"Nie można być sędzią we własnej sprawie" – stwierdziła Pasławska.
Jej zdanie podziela konstytucjonalista, prof. UW Ryszard Piotrowski. - Ta sytuacja powinna spowodować wyłączenie sędziego od orzekania w tej sprawie - ocenił w rozmowie z polsatnews.pl dr hab. Ryszard Piotrowski.
Jak rozumiem, w podpisanym wniosku w sprawie niekonstytucyjności ustawy, znalazła się konkretna argumentacja, którą podpisana pod wnioskiem osoba podziela. W związku z tym staje się sędzią we własnej sprawie. To tak, jakby adwokat zasiadł w składzie orzekającym - ocenia.
Piotrowski zwraca uwagę, że w tym przypadku "orzekający w składzie sędzia jest jednocześnie współautorem wniosku". - Skoro tak, to przecież w trakcie narady sędziowskiej, i poprzedzającej tę naradę pracy, może oddziaływać na innych sędziów, ponieważ zależy mu na tym, by jego wniosek został uwzględniony. Taka okoliczność sprawia, że taki sędzia traci status bezstronnego - przekonuje.

Zobacz również
Dla tysięcy polskich rodzin terror sowieckich władz w Moskwie zaczął się na długo przed Katyniem i wybuchem II wojny światowej.
W latach 1937-1938, podczas „operacji polskiej” NKWD, zamor*owano co najmniej 111 091 osób, głównie Polaków i osób polskiego pochodzenia. Blisko 29 tysięcy kolejnych skazano na łagry. Była to akcja wymierzona w polską społeczność - represje obejmowały całe rodziny.
Rozkaz rozpoczynający akcję podpisał 11 sierpnia 1937 roku szef NKWD Nikołaj Jeżow. Zatwierdzili go Stalin i kierownictwo partii w Moskwie. Pod pretekstem walki z polskimi szpiegami rozpoczęto masowe aresztowania, przesłuchania i egzekucje. Samo polskie pochodzenie mogło wystarczyć, by uznać człowieka za wroga i skazać go na śmierć.
Wielu prześladowanych Polaków mieszkało na tych ziemiach od pokoleń. Po ustaleniu wschodniej granicy odrodzonej Polski w 1921 roku ich rodzinne miejscowości pozostały po stronie sowieckiej. Nadal żyli u siebie - pod władzą ludzi, którzy później uznali ich za zagrożenie.
Ro__trzeliwano przede wszystkim mężczyzn, ale wśród zamordowanych były również kobiety. Żony skazanych wysyłano do łagrów lub na zesłanie, a dzieci odbierano. Za tymi liczbami kryją się ludzie, którym odebrano życie, i rodziny, które nigdy nie odzyskały swoich bliskich.
O tej zbrodni również powinniśmy pamiętać.
