Na obszarze dwóch hektarów leży 200 ludzkich ciał zakopanych w ziemi, pozostawionych na powierzchni, zanurzonych w wodzie, pozostawionych we wrakach samochodów za szybami, przykrywane papą, deskami, folią itd. To pozwala na zbadanie jak i w jakim czasie rozkłada się ludzkie ciało, biorąc pod uwagę wpływ wywierany na nie przez takie czynniki zewnętrzne jak temperatura, rodzaj gleby, wilgotność powietrza.
Jeśli jesteście zainteresowani tematem, to gorąco zachęcamy was do sięgnięcia po lekturę zatytułowaną: Trupia Farma. Sekrety legendarnego laboratorium sądowego, gdzie zmarli opowiadają swoje historie. Dr W. M. Bassa oraz Jona Jeffersona szczegółowo opisują farmę w Texasie.
Skąd jednak biorą się te wszystkie trupy? To ochotnicy. Okoliczni mieszkańcy (i nie tylko) sami przeznaczają swoje ciała na potrzeby podobnych badań jeszcze za życia. Kiedy tylko przychodzi ich czas i umierają, ich zwłoki trafiają do badań. Kiedy dany egzemplarz ma już dość i nic więcej nie można z niego wycisnąć, jego szkielet trafia dalej. Często używany jest w trakcie nauki na uniwersytecie.
To właśnie dzięki tym badaniom eksperci są w stanie precyzyjnie ustalić czas zgonu. Można tego dokonać na przykład na podstawie rozmiaru larw, jakie żerują na zwłokach, wzdęciach czy kolorze skóry.

Zobacz również
Miał zaledwie 20 lat, gdy uznał, że nie chce dłużej patrzeć na rzekę tonącą w śmieciach. Surendra Singh Choudhry, znany w sieci jako Bittu Tabahi, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. ?
Zaczął samodzielnie wyciągać z rzeki Ajnar w indyjskim stanie Madhya Pradesh plastik, odpady i wszystko, co przez lata trafiało do wody.
Na początku pomagali mu znajomi, ale z czasem większość pracy wykonywał już sam. Przez kolejne miesiące, za własne pieniądze i w wolnym czasie, oczyszczał następne fragmenty rzeki.
Zdjęcia pokazujące, jak wyglądały te miejsca przed jego pracą i po niej, zaczęły zdobywać popularność w internecie. Bittu stał się dla tysięcy osób przykładem tego, że czasem duża zmiana zaczyna się po prostu od jednej osoby, która postanawia działać.
