List trafił do redakcji "San Francisco Chronicle" w 1969 roku i do teraz pozostawał nieodczytany z powodu szyfru, w jakim został napisany. List jest autorstwa Zodiaka, seryjnego zabójcy z USA odpowiedzialnego za śmierć co najmniej 37 osób. List zawiera mieszankę 340 cyfr, liter i symboli nazwaną przez ekspertów "szyfrem 340".
"FBI San Fancisco poinformowało, że szyfr został złamany przez osoby prywatne. Media podają, że dokonali tego David Oranchak, programista z Virginii; Sam Blake, matematyk z Melbourne i Jarl Van Eyck, programista z Belgii. Oranchak od 14 lat prowadzi blog i kanał YT poświęcone m.in. szyfrowi 340. Na razie udało się odczytać pierwszy z czterech napisanych przez Zodiaka szyfrowanych listów. Śledczy mieli nadzieję, że ujawnienie treści wiadomości dostarczy nowych wskazówek co do tożsamości zabójcy. Niestety wszystko wskazuje na to, że Zodiak nie zdradził żadnych przydatnych śledczym wskazówek" - czytamy w serwisie Focus.pl

Zobacz również
Wszystko zaczęło się od wakacyjnej kąpieli. Patrick Mohr zgubił obrączkę w rzece we Włoszech. Jego żona poprosiła o pomoc trzech miejscowych, a Patrick zostawił im numer telefonu, choć sam nie wierzył już, że odzyska zgubę.
Nicola, Edoardo i Filippo postanowili jednak wrócić nad wodę. Przez cztery godziny nurkowali, zabezpieczając się linami przywiązanymi do głazów. W końcu jeden z nich zauważył błysk - obrączka się znalazła!
Przyjaciele uznali, że odnalezienie pierścienia to dopiero początek przygody. Zainspirowani „Władcą Pierścieni” przyjęli imiona hobbitów i wybrali się do Irlandii, by osobiście zakończyć swoją misję.
Na miejscu czekały na nich domowy posiłek, wspólne zwiedzanie i wędrówki. Patrick podarował im srebrne bransoletki z wygrawerowanymi prawdziwymi i hobbickimi imionami.

Wyruszył jako 29-latek. Wrócił, mając 57 lat. Karl Bushby pokonał około 50 tysięcy kilometrów. Wyprawę rozpoczął 1 listopada 1998 roku na południu Chile, a zakończył 2 listopada 2026 roku przed domem swojej mamy w Hull.
Po drodze przemierzał dżungle, pustynie i arktyczne tereny. Przez Cieśninę Beringa przedzierał się po ruchomym lodzie, a Morze Kaspijskie i kanał La Manche pokonał wpław. Jednak całe lata zabierały mu też problemy wizowe, brak pieniędzy i pandemia. Samo przejście przez Rosję zajęło mu niemal dekadę.
Najbardziej poruszające chwile czekały na końcu. Mamę zobaczył po raz pierwszy od dziesięciu lat, a swoją 12-letnią wnuczkę poznał dopiero osobiście.
Kiedy dotarł do witającego go tłumu, zażartował: „Przepraszam, że kazałem wam czekać”.
