„Był sen o tym, że w Warszawie trwa karnawał, ludzie tańczą, maszynista tramwaju na każdym przystanku tańczy w stroju pluszowego królika, a tymczasem prezydent siedzi sam na placu i jest zmuszony rozpatrywać wszystkie skargi, które piszą do niego Polacy. Albo taki, że zmarł na koronawirusa, a osobę śniącą wysłano na jego pogrzeb online: „Na ekranie komputera Duda leżał w otwartej trumnie z palcem wskazującym lewej ręki w nosie. Zrobiło mi się go żal. W innym oknie komputera był ksiądz. Zapytałam, czemu prezydent jest tak ułożony. Odpowiedział, że to prezes kazał w ten sposób, żeby społeczeństwo wiedziało, że prezydent był leworęczny".

Zobacz również
Przez dziesięciolecia Don Ritchie mieszkał naprzeciwko The Gap - klifu w Sydney, który dla wielu osób stał się miejscem najtrudniejszych chwil w ich życiu.
Gdy zauważał kogoś stojącego samotnie przy krawędzi, wychodził z domu i zaczynał rozmowę. Często proponował coś niezwykle prostego – wspólną herbatę. Nie oceniał, nie wygłaszał wielkich przemówień. Po prostu rozmawiał i słuchał.
Ritchiemu przypisuje się uratowanie ponad 160 osób, choć jego rodzina uważała, że mogło ich być nawet około 400.
Za swoją działalność został uhonorowany m.in. Medalem Orderu Australii. Zmarł w 2012 roku w wieku 85 lat, a do historii przeszedł jako „Anioł z The Gap”.
