Ślub odbył się w sobotę w Urzędzie Stanu Cywilnego w Łodzi. Związek małżeński zawarły dwie aktywistki: Katarzyna Gauza i Aleksandra Knapik, które pojawiły się białych sukniach. Do ślubu doszło dzięki wykorzystaniu luki w przepisach. Mimo to kobiety o swoje prawa musiały zawalczyć w sądzie. Ostatecznie zgodę wyraził łódzki sąd rodziny - podaje portal wyborcza.pl.
Wcześniej urzędnicy mieli wątpliwości. Wszystko przez to, że Katarzyna jest osobą transpłciową. Posiada męskie dokumenty, ale urzędnicy mieli wątpliwości co do wyglądu przyszłego "pana młodego". Płeć psychiczna nie zgadzała się z tą w dokumentach. Zgoda została jednak wydana, a stroje nie stanowiły problemu. Katarzyna musiała jednak złożyć przysięgę jako mężczyzna.
Aleksandra i Kasia są znaną w Łodzi parą znanych w Łodzi działaczek społecznych. O parze stało się głośno w czasie kampanii wyborczej, w której Kasia kandydowała do rady miejskiej w Łodzi. Sytuacja była podobna jak na ślubie: na liście kandydatów była zarejestrowana pod męskim imieniem, ale kampanię wyborczą prowadziła jako Kasia.
Obie działaczki mieszkają razem i mają wspólne dziecko. Można je spotkać podczas demonstracji w obronie praw kobiet, osób LGBT oraz wydarzeń związanych z historią Łodzi.

Zobacz również

17-letni Franciszek Perkowski wpadł na pomysł, jak sprzedawać więcej ziemniaków bez oddawania całej produkcji do skupu. Zbudował „kartoflomat”, wykorzystując do jego konstrukcji m.in. dwa koła od kultowej WSK-i.
Punkt stanął przy trasie z Krynek do Kruszynian, niedaleko zjazdu na Trejgle. Ziemniaki pochodzą prosto z gospodarstwa młodego rolnika w pobliskich Łapiczach. Każdy worek ma podaną wagę i cenę, a do wyboru są odmiany Catania i Tonacja po 2 zł za kilogram. Klienci obsługują się sami i płacą gotówką lub BLIK-iem.
Cały system opiera się przede wszystkim na zaufaniu. I wygląda na to, że działa - według Franciszka kradzieże stanowią mniej niż 1% sprzedaży.

Zach Galifianakis nigdy nie należał do gwiazd, które za wszelką cenę chciały wykorzystać swoją popularność. Po ogromnym sukcesie „Kac Vegas” zainteresowały się nim wielkie marki, w tym Nike.
Rozmowy z firmą nie potrwały jednak długo. Aktor już na początku spotkania rzucił żartobliwe pytanie o zatrudnianie siedmiolatków przy produkcji ubrań. Jak można się domyślić, nie był to najlepszy sposób na rozpoczęcie negocjacji w sprawie kampanii reklamowej. ?
Do współpracy ostatecznie nie doszło, a historia po latach stała się jednym z przykładów specyficznego humoru Galifianakisa.
