Często pacjenci mają poważne rozważania - np. o tym, że ich życie było zbyt krótkie, zbyt ponure, za trudne. Czasem odwrotnie - podkreślają, że było wspaniałe, że żałują, iż nie dbali o zdrowie, przez co znaleźli się w takiej, a nie innej sytuacji.
Wypowiadają coś, czego pielęgniarki nie zapomną do końca życia - jak para małżonków, oboje w stanie terminalnym, która poprosiła o to, by można było złączyć ich łóżka. Chcieli ostatnie chwile spędzić razem - jak w domu.
Naukowcy także przyjrzeli się zachowaniu ludzi śmiertelnie chorych. Osoby, które wiedzą, że zbliża się koniec ich życia, zamiast być przygnębionymi, są nastawione do życia pozytywnie. Sprawdzili posty na blogu osób nieuleczalnie chorych. Były one zaskakująco podnoszące na duchu. Liczba pozytywnych słów rosła, gdy śmierć była coraz bliższa – informuje New Zeland Herald.

Zobacz również
Bandit nie miał łatwego początku. Po potrąceniu przez samochód trafił ciężko ranny do schroniska. Placówka nie była w stanie pokryć kosztów jego leczenia i psu groziła eutanazja. Wtedy z pomocą przyszła organizacja Shelter to Soldier, która uratowała Bandita i dała mu drugą szansę.
Tam poznał Carissę Rodriguez, która przez ponad rok opiekowała się nim i zbudowała z nim wyjątkową więź. Bandit przeszedł szkolenie i został certyfikowany jako pies wsparcia emocjonalnego, jednak przez długi czas nie udawało się znaleźć dla niego odpowiedniego domu.
Ostatecznie pomógł w tym ojciec Carissy, który jest weteranem i dzięki temu mógł zgłosić się do programu organizacji. Bandit został adoptowany przez rodzinę Rodriguez i zamieszkał z Carissą.
Dziś jego trudna przeszłość wydaje się bardzo odległa. Carissa pokazuje w mediach społecznościowych jego codzienne życie, a uśmiech Bandita po adopcji chyba najlepiej pokazuje, jak wiele zmieniło się w jego życiu.



28 sierpnia 1939 roku Antoni Guzy, bezrobotny ślusarz z Bielska i członek niemieckiej grupy dywersyjnej, otrzymał w Krakowie dwie walizki z materiałami wybuchowymi. Ponieważ spóźnił się na pociąg do Tarnowa, po godz. 20:00 wyruszył tam taksówką. Na miejscu zostawił walizki w dworcowej przechowalni bagażu, a następnie czekał na pociąg powrotny do Krakowa.
O godz. 23:18 doszło do potężnej eksplozji. Kilka minut wcześniej z dworca odjechał transport ze zmobilizowanymi żołnierzami, natomiast pociąg osobowy z Krakowa przyjechał z ośmiominutowym opóźnieniem. W wyniku zamachu zginęło 20 osób, a 35 zostało rannych. Znaczna część dworca została zniszczona.
