Sprawa kontrowersyjnego listu wyszła na jaw w kwietniu na posiedzeniu Senackiej Komisji Lekarskiej. Jak się okazuje - Antoni Wręga, zastępca polskiego ambasadora w Pradze napisał list do czeskiego ministra zdrowia, w którym prosił go wprost o wprowadzenie zakazu "turystyki aborcyjnej":
"Uważamy, że z punktu widzenia relacji polsko-czeskich niefortunnym jest otwarcie uzasadniać propozycje legislacyjne mające na celu zalegalizowanie komercyjnej turystyki aborcyjnej jako sposobu na obejście polskich przepisów chroniących życie poczęte. Te propozycje mają na celu zachęcenie obywateli polskich do łamania polskiego prawa. Przyjęcia takich przepisów nie da się pogodzić z doskonałymi stosunkami między naszymi krajami" - czytamy w liście Wręgi.
Minister Zdrowia Czech, Jan Blatny, odpowiedział, że działania, któych zakazu domaga się Polska ambasada są legalne i zgodne z przepisami obowiązującymi w Czechach i unii Europejskiej, więc nie zostaną zakazane.

Zobacz również
12-letni Andrés zostawił swojego szczeniaka pitbulla pod schroniskiem w meksykańskim stanie Michoacán. Dołączył list, w którym wyjaśnił, że jego ojciec znęca się nad psem, kopie go i zamierza go sprzedać. Mama pomogła chłopcu w tajemnicy oddać szczeniaka pod opiekę schroniska, by zapewnić mu bezpieczeństwo.
Pracownicy nazwali psa René. Po opublikowaniu jego historii otrzymali ponad 300 zgłoszeń od osób chcących go adoptować. Około rok później Andrés i jego mama wyprowadzili się i zamieszkali z dala od ojca chłopca.
