Tegoroczna edycja tego wydarzenia, mimo zapowiedzi o pokojowym przebiegu, całkowicie wymknęła się jednak spod kontroli. Osoby zaproszone przez Bąkiewicza na Marsz zdemolowały Warszawę - podpaliły przypadkowe mieszkanie, wyrywały znaki drogowe, zdewastowały wejście do Empiku i wdały się w regularną wojnę z policją. W wyniku zamieszek i agresji ze strony uczestników marszu ucierpiało kilkudziesięciu policjantów - jeden z funkcjonariuszy ma połamaną czaszkę, inny złamaną rękę, wielu ma mniej lub bardziej poważne obrażenia. Jednak zdaniem samego Bąkiewicza - to policja prowokowała zamieszki i niewłaściwie obchodziła się z agresywnymi uczestnikami Marszu Niepodległości.
"Nie mamy sobie nic do zarzucenia. Nie możemy ponosić odpowiedzialności za wczorajsze wydarzenia, ponieważ zrobiliśmy wszystko, żeby to wszystko, do czego doszło, nie miało miejsca" - mówi Bąkiewicz. Robert Bąkiewicz oświadczył też oficjalnie, że w związku z wydarzeniami z 11 listopada żąda dymisji komendanta głównego policji, który jego zdaniem odpowiedzialny jest za zamieszanie, które miało miejsce podczas Marszu Niepodległości.

Zobacz również
Brytyjska organizacja UK Antarctic Heritage Trust rekrutuje pracowników do historycznej stacji Port Lockroy na Antarktydzie. Jednym z ich obowiązków jest liczenie pingwinów białobrewych, a także ich gniazd, jaj i piskląt!
Wynagrodzenie wynosi od 1449 do 2096 funtów miesięcznie, czyli nawet około 10 tysięcy złotych!
Praca trwa około pięciu miesięcy, od listopada do marca. Warunki są jednak dość wymagające - na miejscu nie ma bieżącej wody, dostęp do prysznica jest bardzo ograniczony, a zakwaterowanie jest wspólne.
Oprócz liczenia pingwinów pracownicy zajmują się również prowadzeniem poczty, sklepu z pamiątkami, obsługą turystów i utrzymaniem stacji.
